XOPQBNMKK
  

Świadectwa nawrócenia

  

  

  

  

  

  

  

Świadectwo Izy 


      Odkąd pamietam, to zawsze wierzyłam w Boga i uważałam się, jak to mówią, za „dobrą osobę”. W moim życiu nie było żadnych szaleństw, nie wiadomo jakich przygód, można nawet stwierdzić że było nudno: szkoła-dom, studia-dom, praca-dom, od czasu do czasu dyskoteka. Nie miałam żadnych nałogów, ani nawet nie ciągnęło mnie próbować używek. Czasem myślałam, że z moim staroświeckim stylem życia nie pasuję do tego świata, czułam się samotna i nierozumiana. Marzyłam o prawdziwej miłości, wierności, przyjaźni i o świecie gdzie ludzie sobie naprawdę ufają. Brakowało mi tego bardzo. Nie chciałam tylko gonić za pieniędzmi, przywiązywać się do rzeczy materialnych. Lubiłam wygody, nowe ubrania, dalekie podróże, ale to na długo nie cieszyło. Widziałam też wielu ludzi, którzy mieli prawie wszystko, a jednak nie byli szczęśliwi. Widziałam nieszczęśliwe małżeństwa, kłótnie i awantury w rodzinach. Bałam się, aby nie zmarnować swego życia. Chciałam żyć inaczej, ale nie wiedziałam jak to zrobić i czy to się może w ogole udać.

Byłam katoliczką, tak było w naszej rodzinie, a też nie miałam innego wyboru. Kościół protestancki znany mi był wówczas tylko z amerykańskich filmów. Wiara moja jako dziecko była tylko pustym wypełnianiem obrzędów, z upływem lat uznałam, że to nie ma sensu, chciałam czegoś głębszego. Zawiodłam się na instytucji kościoła katolickiego, ale nie na Bogu. Próbowałam Go szukać sama, ale kiepsko mi to szło.

Aż pewnego dnia koleżanka z pracy zaprosiła mnie do swojego zboru na nabożeństwo. Zaintersowana innym kościołem, poszłam z miłą chęcią. Śpiewane pieśni poruszyły moje serce, a głoszone Słowo Boże otworzyło mi oczy na zawarte w Bibli prawdy. Zapragnęłam przychodzić tam częściej. Chciałam wciąż słuchać o Bogu, odkrywać Go na nowo. Krok po kroku poznawałam Boga, miałam tyle pytań i tyle odpowiedzi. Bóg stał się żywą osobą, nie tylko Kimś w Niebie. Uwierzyłam, że Jezus jest Synem Bożym. Uwierzyłam, że Jego śmierć była za moje grzechy. Uwierzyłam w Ducha Świętego. Nie rozumiałam wszystkiego, ale zawierzyłam Bogu całym sercem. W domu czytałam Nowy Testament, modliłam się tak jak umiałam (tak jak czułam, co chciałam Bogu powiedzieć, nie jakimś ułożonym wierszem). Kiedy zaczęłam szukać Boga i poznawać Go, zobaczyłam jaka naprawdę jestem. Tam w środku w moim sercu, w mojej duszy był egoizm, pycha, wiele niewłaściwych motywacji, brak przebaczenia, a nawet brak miłości. Może nikt z ludzi tego nie widział, ale na pewno widział to Bóg. Cieszę się, że mimo to Bóg dał mi szansę, że nie patrzał na moje grzechy, a kiedy je wyznałam przebaczył mi. Dziekuję Bogu, że posłał swego ukochanego Syna na śmierć, aby ratować mnie, aby mnie z Sobą pojednać.

Moje życie z Bogiem zaczęło się w wieku 26 lat. Dzień w którym postanowiłam oddać moje życie Jezusowi był najpiękniejszym dniem w całym moim życiu. Całą moją przyszłość powierzyłam Temu który mnie stworzył, który mnie zna, który wie o mnie wszystko i który wie czego mi potrzeba (kobiety często nie wiedza czego chcą, hihi, co za radość że Bóg to wie). Bóg w Swej ogromnej łasce dał mi pewność zbawienia i życie wieczne, a także pełnię życia tu na ziemi. Bóg spełnił moje marzenia, a moje życie jest teraz piekniejsze niż mogłabym sobie wyobrazić. Oczywiście są doświadczenia, problemy i troski, ale z Bogiem to wszystko jest łatwiejsze. Nie potrafię już żyć bez Niego. Raduję się każdym dniem który daje Pan.

 

 


 

           
Świadectwo Moniki 

   

      

"Zaufaj Panu z całego swojego serca
i nie polegaj na własnym rozumie!
Pamiętaj o nim na wszystkich swoich drogach,
a On prostować będzie twoje ścieżki!"

Przyp.Sal. 3:5-6

       Od najmłodszych lat wierzyłam, że istnieje Bóg.Wierzyłam, że człowiek po śmierci pójdzie do nieba albo do piekła. Wiedziałam też że jest Pismo Święte, które powinno się czytać. Po co? Dlaczego? Nie zastanawiałam się nad tym głębiej. Żyłam sobie własnym życiem - tak jak chciałam. Moje życie było bardzo aktywne. Nie potrafiłam usiedzieć na miejscu. Byłam osobą, która szybko się wszystkim nudziła. Ciągle musiało się coś w moim życiu dziać.Już w średniej szkole zaczęły sie imprezy, dyskoteki, palenie, picie, narkotyki.Kiedy zaczęłam studia potrafiłam z jednego końca Polski pojechać na drugi żeby zaliczyć pare dyskotek i poimprezować. Każdy dzień był jedną wielką imprezą. W każdy weekend musiało się coś dziać inaczej nosiło mną i nie wiedziałam co z sobą zrobić. Nie lubiałam się nudzić. Dzięki używkom i imprezom, moja edukacja bardzo szybko dobiegła końca. Postanowiłam wyjechać za granicę w pogoni za pieniędzmi.I tak sobie żyłam jak chciałam - wiecznie imprezująca Monika. Miałam dobrą pracę,fajne auto, swoje mieszkanie jak na 22 letnią dziewczynę miałam wszystko o czym mogłaby marzyć każda dziewczyna. Wszędzie jednak towarzyszyły mi używki, które swoje robiły. Z każdym dniem życie stawało sie coraz bardziej nudne. Moje serce wypełniała jedna wielka pustka. Brak zadowolenia, radości z życia, niechęć do wszystkiego.Ciągle za czymś goniłam, a jak już to zdobywałam nie dawało to zadowolenia. Po imprezie, gdy trzeźwiałam przychodził wielki dół i załamanie. Zaczęłam zastanawiać się nad tym po co żyje? Gdzie jest sens tego wszystkiego kiedy nic mi już nie sprawia przyjemności. O co tu chodzi? Po co żyć? Przyszedł czas w moim życiu że już nawet imprezy mnie nie bawiły. Totalne zrezygnowanie, brak chęci do życia. Życie powoli traciło sens do tego stopnia, że popadłam w depresję i postanowiłam z nim skończyć. Wylądowałam w szpitalu, a odebranie sobie życia nie powiodło się.W między czasie miałam kontakt z moją mamą i tatą, którzy dzwonili i mówili abym oddała swoje życie Panu Jezusowi, a on je zmieni. Jeśli nie uwierzę w Pana Jezusa, nie bedę Zbawiona i pójde na wieczne zatracenie do piekła. W moim życiu będzie wiecznie smutek i niezadowolenie jeśli nie oddam sie Panu Jezusowi. Mówili mi żebym czytała Biblię, ale ja nie chciałam ich słuchać. Rozmowy z moimi rodzicami denerwowały mnie. Jednak pozostawały one w moim sercu i nie dawały mi spokoju. Zastanawiałam sie jak ten Pan Jezus może zmienić moje życie?Stawałam się coraz bardziej samotna.Postanowiłam, że pójdę do Kościoła zadzwoniłam do taty i poprosiłam o adres Polskiego Kościoła w Niemczech. Odwiedziłam Polski Zbór Misyjny w Bochum.Większość nabożeństwa przepłakałam sama nie wiedziałam czemu płaczę. Byłam tak zrezygnowana swoim życiem, miałam dość moich uzależnień, chciałam być naprawdę szczęśliwa, pragnęłam by coś wypełniło tą pustkę i smutek w moim sercu. Zaczęłam obawiać się tego co stanie się po mojej śmierci co ze mną będzie i gdzie się znajdę. Wiedziałam, że żyjąc tak jak do tej pory nie zasługuję na niebo, wiedziałam, że jestem grzesznikiem. Postanowiłam, że oddam moje serce i życie w ręce Pana Jezusa. Jeśli ja sama nie umiem to niech on mnie poprowadzi przez to życie.W ten sam dzień zostałam uwolniona od alkoholu i papierosów. Moje życie zaczęło się zmieniać smutek zamienił się w radość, radość, której NIKT i NIC nie jest w stanie nam dać. Tylko Jezus może wypełnić Twoją pustkę w sercu.Tylko Jezus jest kluczem do Zbawienia On ma moc przebaczyć i oczyscić nas z naszych grzechów. Każdego dnia zmagamy się z trudnościami i problemami nie zawsze jest nam łatwo.Dziś moje życie wygląda całkiem inaczej. Już nie ja jestem panią swego życia, ale Jezus. To On mnie pociesza każdego dnia, On jest ze mną wszędzie i wiem, że Nigdy mnie nie zawiedzie.

Jemu należy sie Chwała Amen.

  

  

Świadectwo Edyty

  

       Wychowałam się w rodzinie katolickiej. W wieku 9 lat rodzice posłali mnie na obóz chrześcijański ze Zboru w Piasku, w którym członkami społeczności chrzescijańskiej było rodzeństwo mojej mamy, wujek i ciocia. Pamiętam, jak piękne śpiewałam pieśni uwielbiające Pana Jezusa, a także każdego dnia czytaliśmy fragmenty z Biblii.W moim sercu zostało zasiane ziarno, o którym jest mowa w (Jan 12,24)„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje". Niestety, kiedy wróciłam do codzienności zapomniałam na kilka lat o tych wydarzeniach, a w moim życiu pojawiły się imprezy i przeróżne używki, z których cieżko byłoby mi wyjść, gdyby nie stanął na mojej drodze Jezus Chrystus. W sierpniu 2007 roku wyjechałam na kilka dni do rodziny mojej mamy, którzy mieszkają w Puławach, to były dla mnie najwspanialsze wakacje, ponieważ odnalazłam sens i cel mojego życia. Ziarno, które zasiano mi w wieku młodzieńczym, obumarło, i teraz już wydało obfity owoc, ponownie usłyszałam Ewangelię, dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie. Każdego dnia odwiedzałam wraz z rodziną, ludzi, którzy kroczyli tą właśnie drogą, którą co dopiero poznawałam, usłyszałam świadectwa nawrócenia, byłam na grupie domowej, gdzie czytano Słowo Boże (Hebr.4,12), a także zostałam zaproszona na Nabożeństwo, na którym usłyszałam piekną pieśń, trafiła ona do mojego serca. Wiem, że Duch Święty zaczął prace nad moim sercem. Moje oczy duchowe pomalutku się otwierały. Pokutowałam ze wszystkich moich grzechów, które miałam przed oczami. Pan Jezus pokazał mi własciwą drogę. Po upływie 2 lat 1 marca 2009 roku przyjęłam chrzest wodny przymierze wiary razem z moim mężem i mamą w Polskim Zborze Misyjnym w Bochum. Jezus Chrystus jest moją drogą, prawdą i życiem wiecznym....Chwała Panu Bogu za Syna, którego posłał na tę ziemię, aby zbawić cały świat, a w nim mnie. Dziękuję Panu Jezusowi za Krzyż Golgoty, Zmartwychwstanie i Życie wieczne. Amen

           

  

  

  

Świadectwo Ewy 

  

  

        Urodziłam się w rodzinie wielodzietnej, katolickiej. Moje dzieciństwo nie było pozbawione goryczy i biedy, bardzo dużo przeszłam, były  przykre zdarzenia, o których nie mogłam nikomu powiedzieć, było mi z tym ciężko, że tylko sam Bóg wie, jak bardzo. Mimo to, byłam  optymistką i często się śmiałam. Myslałam często o Bogu, ale czułam żal do Boga, że nie chronił mnie przed krzywdzicielami. Gdy osiągnęłam wiek dojrzały, bardzo pragnęłam założyć swoją rodzinę. Poznałam wspaniałego chłopaka, który poźniej został moim mężem. Wkrótce urodziłam zdrowego synka, potem urodziłam zdrową, śliczną córeczkę, byliśmy bardzo szczęśliwą rodziną, wszystko nam się dobrze układało, do czasu gdy,  w wieku  2-uch lat nasza córeczka zachorowała na przewlekłą chorobę, była to straszna tragedia dla nas. Nie mogliśmy się z tym pogodzić, znowu miałam żal do Boga o chorobę dziecka. Szukałam ratunku  nie tylko u lekarzy, ale również u bioenergoterapeutów i homeopatów. Nie wiedziałam, że to było złe, że jest to okultyzm. Moje dziecko na krótko zdrowiało i znowu chorowało,  ale miałam silną wiarę, że kiedyś wyzdrowieje. Po kilku latach  urodziłam drugą sliczną zdrową córeczkę. Borykaliśmy się z chorobą starszej córki,  ale byliśmy szczęśliwi, ponieważ się kochaliśmy. Lata szybko mijały, dzieci szybko rosły i zaczęły opuszczać dom rodzinny, coraz bardziej czułam się niepotrzebna. Żeby podkreślić swoją ważność i potrzebę, często sama podejmowałam różne decyzje z powodu, których ponosiliśmy gorzkie konsekwencje i często kłóciłam się z mężem. Coraz więcej było między nami nieporozumień, przeważnie z powodu pieniędzy. Uzgodniliśmy, że wyjadę do Niemiec do pracy, poźniej dołączył do mnie maż, gdzie obecnie mieszkamy razem. W Niemczech ludzie żyją inaczej, na  luzie i ten luz podobał mi się, ale przyczynił się poniekąd do moich upadków. Od tego czasu bardzo sporo nagrzeszyłam, że przebrała się miarka. Czułam, że zawiodłam  mojego męża,  dzieci, bardzo ich zraniłam. Stałam się egoistką, użalałam się nad sobą, czułam się nieszczęśliwa i coraz częściej popijałam wino, trwało to sporo czasu. Z dnia na dzień było coraz gorzej, wtedy bardzo zapragnęłam wołać do Boga o pomoc. Bóg się odzywał w różnych sytuacjach np. w pracy rano, narzekałam, .....jakie to mam życie, że nie urodziłam się w rodzinie królewskiej, nie musiałabym ciężko pracować, nagle, przychodziła mi na myśl pieśń kościelna, którą zaczynałam nucić "Bóg jest miłością, Bóg jest miłością...., więc śpiewaj duszo ma, Bóg jest miłością, Bóg jest milością, miłuje mnie". Teraz wiem, że Bóg ewidentnie odpowiadał na moje narzekania, bo jeszcze wtedy nie wiedziałam, że były to modlitwy. Któregoś dnia nieoczekiwanie, otrzymałam wiadomość od siostry z Puław, że przyjeżdżają do Niemiec i chętnie by nas odwiedzili, ponieważ szwagier był poproszony o usługę Słowem Bożym. Bardzo się ucieszyłam i zaprosiliśmy ich. Byliśmy z nimi na Nabożeństwie w Manheim i wtedy usłyszałam pierwszy raz pieśń "Golgota", bardzo wzruszyły mnie słowa tej pieśni, dotknęły głębi mego serca. W następnym dniu byliśmy na Nabożeństwie w Bochum i tam też szwagier usługiwał Słowem Bożym i to co usłyszałam na kazaniu "Podobieństwo o dziesięciu pannach" (Ew.Mat.25,1-13) przeraziłam się, że mogłabym znaleźć się w tej drugiej grupie,  głupich panien. Przez 10 dni opowiadali o Jezusie, modliliśmy się, czytaliśmy Biblię. Byłam osobiście zachwycona tym wszystkim i z każdym dniem coraz bardziej zakochiwałam się w Jezusie. Duch Święty pracował w moim sercu, coraz bardziej otwierał oczy duchowe, czytając Biblię coraz więcej rozumiałam, dowiadywałam się prawdy  i wtedy odczułam potrzebę wyznania grzechów, żałowałam  bardzo, że tyle złego w moim życiu się wydarzyło. Płakałam, pokutowałam, pościłam. Bóg zabrał ciężar i przebaczył, znalazłam potwierdzenie w Biblii (Ks.Micheasza 7,18-19) oraz (Ks.Jeremiasza 29, 11-13). Stawałam się coraz bardziej radosna, ufna i pełna miłości. Zapragnęłam przyjąć Jezusa Chrystusa do swego serca. W  lipcu 2007 roku  Jezus Chrystus stał się moim Panem i Królem. Moje serce zostało całkowicie wypełnione milością i radością, zachwycałam się i dzieliłam moimi przeżyciami z  mężem oraz dziećmi. Po krótkim czasie młodsza córka, która mieszka w Niemczech, przyjęła Jezusa Chrystusa do swego serca. I teraz obie byłyśmy zachwycone Jezusem. W listopadzie 2007 roku pojechaliśmy na urolp do Polski i pierwszą rzeczą, którą postanowiłam zrobić to przyprowadzić do Pana, również starszą zchorowaną córkę, bo przecież Jezus jest najlepszym lekarzem. Poszłyśmy razem na Nabożeństwo do Zboru w Pszczynie i stał się cud, ponieważ córka przyjęła Jezusa Chrystusa do serca w tym właśnie dniu, a po kilku miesiącach przyjęła chrzest. Po powrocie z urlopu bywaliśmy  na Nabożeństwach w Zborze w Bochum, wkrótce, również  zięć przyjął Jezusa Chrystusa do serca. W dniu 1 marca 2009 roku  wszyscy troje przyjmowaliśmy chrzest wodny przez zanurzenie  i jesteśmy członkami społeczności  w Polskim Zborze Misyjnym w Bochum. Jezus, czyni nadal cuda w naszej rodzinie, ponieważ drugi zięć przyjął Jezusa do serca i chrzest. Chwała niech będzie Bogu. Jezus uwolnił mnie całkowicie z sideł alkoholu, starciłam żądzę i potrzebę picia alkoholu. Jest to cud nad cudy, że Jezus Chrystus ma moc wyrwać  ludzi z sideł szatańskich. Ludzie odzyskują rozum, poznają prawdę i przechodzą z ciemności do swiatłości i tak się stało również ze mną. Uświadomiłam sobie również, że jednak należę do Rodziny Królewskiej, mówi o tym werset z Pisma Świętego (I Piotra 2,9). Wierzę mocno, że z Bożą pomocą wytrwam do końca i że Jezus Chrystus przez Ofiarę na Krzyżu  i Zmartwychwstanie, przypieczętował moje Zbawienie, i moje imię zapisał w Księdze Żywota (Ew.Jan.3,16) i  mogę się z tego chlubić, iż moja szkarłatna szata została wybielona w Jego Świętej Krwi. Amen.